sobota, 15 listopada 2014

sobota, 8 listopada 2014

Wśród nocnej ciszy




W poszukiwaniu filmów z Bydgoszczą w tle trafiłem na film Wśród nocnej ciszy. Fakt istnienia obrazu pod tym tytułem był mi znany od kilku lat, bowiem od czasu do czasu bywa grany w ramach różnych spotkań w Bydgoszczy w centrach kulturalnych. Nigdy jednak nie udało mi się dotrzeć na żaden z seansów ani nie kwapiłem się do obejrzenia filmu w domu. W końcu jednak zdecydowałem się zapoznać się z nim. I nie żałuję.



Film oparty jest na powieści Ladislava Fuksa "Śledztwo prowadzi radca Heuman". Akcja ekranizacji toczy się w okresie międzywojennym w niewymienionym z nazwy portowym mieście na Pomorzu. W filmie pojawia się bardzo dużo miejsc kręconych w Bydgoszczy. Błędem byłoby jednak powiedzieć, że akcja filmu toczy się tylko w Bydgoszczy, bowiem już w pierwszych minutach mamy scenę w kościele św. Jakuba w Toruniu. Owe "portowe miasto" jest miastem anonimowym, wypadkową kilku innych polskich miast.



Fabularnie film jest całkiem rozwinięty. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia w mieście dochodzi do tajemniczych morderstw dzieci. Przy każdej z ofiar znajdowana jest zabawka z kotem, co wskazuje na seryjny charakter tych zabójstw. Śledztwo prowadzi komisarz Herman, którego relacje z synem nie są najlepsze; ojciec jest zaborczy i wprowadza w domu surową dyscyplinę, zabrania swojemu synowi przyjaźnić się, wymierza mu kary za najmniejsze przewiniania. Synowi ta sytuacja bardzo nie odpowiada i próbuje zrobić wszystko, by ojciec podał się do dymisji. Mamy tu więc klasyczne śledztwo połączone z wątkiem psychologicznym, rodzinnym, dramatycznym. Więcej fabuły nie będę, by nie odebrać nikomu przyjemności z oglądania filmu. Nie spodziewałem się tak interesującego filmu. Filmu klimatycznego, zimnego i wciągającego, pełnoprawnego kryminału, bardzo niedocenianego. 


Stary Port/Rybi Rynek





Ulica Pod Blankami. W filmie na tej ulicy zlinczowany został człowiek zaczepiający małą dziewczynkę, której chciał pomóc zanieść wodę do domu. Czy mężczyzna faktycznie chciał jej pomóc czy żywił wobec niej inne zamiary - tego film nie wyjaśnia; scena pokazuje napiętą atmosferę w mieście, w którym grasuje seryjny morderca zabijający dzieci, w społeczeństwie wyczulonym na tego rodzaju zachowania.




Wyspa Młyńska; uwagę zwraca kanał ściekowy wypływający z kamienicy wprost do Brdy.






Wśród Nocnej Ciszy
Rok produkcji: 1978
Reżyseria: Tadeusz Chmielewski
Scenariusz: Tadeusz Chmielewski
Na podstawie: "Śledztwo prowadzi radca Heuman", Ladislav Fuks

Obsada:

Jerzy Bończak - Juliusz Stopek
Teresa Lipowska - Helena, żona Wańka
Halina Kowalska - Genowefa Stopkowa
Tomasz Zaliwski - Komisarz Teofil Herman
Piotr Łysak - Wiktor, syn Hermana


Bądź na bieżąco dzięki facebookowi

środa, 5 listopada 2014

Wypadek 1934 roku

W kontekście omawiania szczegółów architektonicznych śródmiejskich kamienic - czy też porównywania zdjęć sprzed kilkudziesięciu lat ze stanem dzisiejszym - ważna jest znajomość wydarzenia, które miało miejsce 19 stycznia 1934 roku. Tego dnia ze szczytu kamienicy Carla Meinhardta (był on restauratorem, dla którego wzniesiono ten budynek; dzisiaj mieści się tam m.in. siedziba Gazety Wyborczej) spadła figura raniąc trzy osoby. Aby poznać szczegóły należy sięgnąć po przedwojenną prasę; cofnijmy się więc osiemdziesiąt lat wstecz i kilku wydań Kuriera Bydgoskiego z dnia 20 stycznia 1934 roku (pisownia artykułu oryginalna, wraz z literówkami):


"Wstrząsająca katastrofa w Bydgoszczy

Spadająca z wysokości około 20 metrów figura cementowa wraz częścią ściany uderzyła w głowy przechodniów. Ofiarą strasznego zajścia padły 3 osoby.

Krew mrożący w żyłach wypadek wydarzył się w dniu wczorajszym w godzinach przedwieczornych. Miejscem tragicznego zajścia, którego ofiarą padły 3 osoby, był trotuar przed domem nr. 27 przy ulicy Gdańskiej – naprzeciw Placu Wolności.

W czasie największego ruchu ulicznego, około godziny 6-tej przed wieczorem, urwała się nagle część muru, utrzymująca linję architektoniczną budynku, wraz z cementową figurą ornamentacyjną. Cegły spadające wraz z figurą z wysokości około 20 metrów, ugodziły trzech przechodniów, z których dwóch bez przytomności padło na ziemię. Trzecia natomiast ofiara wypadku – pewien mężczyzna, którego nazwiska nie ustalono, wsiadł natychmiast w taksówkę i odjechał w nieznanym kierunku.

Natychmiast przybyła na miejsce karetka pogotowia ratunkowego, przewiozła nieszczęśliwych do szpitala miejskiego, gdzie stwierdzono, iż rannymi są: 25-letni nauczyciel szkoły powszechnej na Jachcicach Jan Kranz, zamieszkały z rodzicami przy ul. Niegolewskiego nr. 8 oraz 18-letnia Irena Mądrowska, córka robotnika Wojciecha Mądrowskiego, zatrudnionego w garbarni Buchholza, zamieszkałego przy ulicy Marszałka Focha nr 24. Mądrowska ostatnio zatrudniona była w charakterze uczennicy w cukierni pana Kucharskiego przy ulicy Długiej. Lekarz na miejscu stwierdził w obu wypadkach złamanie podstawy czaszki. Stan obu nieszczęśliwych ofiar tragicznego zajścia, okazał się już wczoraj beznadziejny.

Kilkanaście minut po tragicznym wypadku, przybyła na miejsce straż pożarna. Przybyli także komisarz Policji Państwowej p. Fąferek, oraz radca budownictwa miejskiego p. Raczkowski. Miejsce katastrofy zabezpieczono. Straż pożarna usunęła pozostałości rwącego się gzymsu.

Sprawozdawca nasz na miejscu stwierdził przyczynę zerwania się części muru wraz z figurą. Na wierzchołku domu do dodatkowej ściany utrzymującej linję architektoniczną, doklejono z mieszaniny cementu i wapna figurę ornamentacyjną. Figura wraz ze ścianą nie stanowiła jednolitej masy. Ściana, do której przymocowana była figura, stanowiła ścianę silnie poddaną pod działania atmosferyczne – tak zw. Ścianę deszczową. Pomiędzy figurą, a ścianą z biegiem lat, na skutek tych działań zewnętrznych utworzyła się szczelina, która w czasie deszczu napełniała się wodą. W dniu wczorajszym naskutek dość silnego podmuchu wiatru, część osłabionej działaniami atmosferycznymi ściany, wraz ze słabo przymocowaną figurą, spadła na głowy przechodniów.

Właściciel domu p. Ostrowski, współwłaściciel fabryki obuwia Behring, ubezpieczony jest od odpowiedzialności cywilnej od spowodowanych wypadków w obrębie swojej nieruchomości. Wypadek spowodowany został wadliwą budową krawędzi, oraz niedozwolonym przymocowaniem do tej ściany – ciężkiej figury cementowej. Jaki jest stopień winy właściciela domu, wykaże śledztwo.

Na miejscu katastrofy zebrały się wczoraj tłumy publiczności. Znacznie zahamowany ruch uliczny, regulowało kilkadziesiąt posterunkowych. Jeszcze w kilka godzin po wypadku nie znano nazwisk nieszczęsnych ofiar zajścia. To też ze wszystkich stron miasta dopytywano się w szpitalu o wygląd i pochodzenie nieszczęśliwych.

W pierwszych godzinach służba szpitalna nazwisko Jana Kranza podała za Jana Kranzego, ponieważ śmiertelnie raniony posiadał przy sobie pocztówkę, pod takie nazwisko zaadresowaną. Około godziny 7,30 wieczorem, stwierdzono nazwisko drugiej ofiary wypadku. Do szpitala miejskiego przybył ojciec Mądrowskiej. W szpitalu rozegrała się wstrząsająca scena. Mądrowski, rozpoznawszy swoją córkę wpadł w wielką rozpacz, nie mającą granic. Niemniej wstrząsająca scena rozegrała się już późnym wieczorem, gdy do szpitala przybyli rodzice Kranza. Dzisiaj w nocy około godziny 3-ciej zmarł, nie odzyskawszy przytomności – Jan Kranz, 16-letnia Irena Mądrowska zmarła dzisiaj o godz. 8 min. 30 rano.

Wczoraj wieczorem około godziny 8-mej przybyła na miejsce wielkiego nieszczęścia Miejska Komisja Budowlana wraz z p. Prezydentem miasta L. Barciszewskim, oraz z p. Starostą Dr. Nowakiem ,i komisarzem p. Fąferkiem. Dzisiaj w godzinach rannych zjawiła się także na miejscu katastrofy komisja sądowo-śledcza z sędzią śledczym Sądu Okręgowego Gertychem i wice-prokuratorem p. Czakiem na czele. Komisja ta ustali, kto jest winnym spowodowania nieszczęśliwego wypadku.

Wieść o strasznej katastrofie przy ulicy Gdańskiej lotem błyskawicy rozeszła się po całem mieście, wywołując przygnębiające wrażenia."


Kamienica na początku XX wieku


Gazeta kontynuowała wątek katastrofy również następnego dnia: 


"Po katastrofie przy ulicy Gdańskiej

Z kół technicznych naszego miasta otrzymujemy następującej treści uwagi:

Katastrofę, która wydarzyła się przy ul. Gdańskiej nazwać można budowlaną, i trudno zaliczyć ją do zwykłych nieszczęśliwych wypadków. Jest ona jedyną tego rodzaju, o bardzo ciężkim charakterze. Zginęło dwoje ludzi. W obecnych czasach, niestety, nerwy nasze na takie zdarzenia są zbytnio przytępione, aby katastrofa taka wywarła na nas większe wrażenie. Inaczej było dawniej. Po takich zdarzeniach, wszystko i wszystkich poruszonoby, aby coś podobnego się nie powtórzyło. Groza takiego wydarzenia wywoływałaby prawdziwą panikę. Jakże w dzisiejszych czasach inaczej. Jeden mniej, jeden więcej wypadek, o to nie chodzi. Bezpieczeństwo publiczne? O tyle, o ile. Ustawy – ustawami, a rzeczywistość – rzeczywistością. Wnioski? Środki zapobiegawcze? Próżne nawoływania, te kosztują! A na to niema pieniędzy. Najważniejsze zaś, że na takie rzeczy przecież niema czasu. Przepisy bezpieczeństwa publicznego stosuje się tam, gdzie niebezpieczeństwa wogóle niema, albo po to, aby komuś życie uprzykrzyć.

Prawo budowlane aż do przesady zajmuje się bezpieczeństwem publicznem, a mimo tego mamy takie katastrofy, jakich dawniej nie znano. Jeżeli chodzi o bezpieczeństwo publiczne, to z wszystkich ustaw i przepisów wynika jasno, że władze do tego ustanowione mają obowiązek o bezpieczeństwo takie dbać i działać tam, gdzie bezpieczeństwa tego niema.

Mimowoli narzuca się pytanie, czy powołane czynniki rzeczywiście po myśli tych przepisów, o takie bezpieczeństwo publiczne dbają? Wobec zachodzących takich wypadków, śmiało powiedzieć można, że nie.

Jaskrawym takim dowodem jest właśnie katastrofa, która się wydarzyła przy ulicy Gdańskiej. Dom pobudowano w roku 1911-ym. Tynk i dekoracje architektoniczne wykonane są z t. zw. Materjału szlachetnego. Roboty fasadowe wykonane zostały jednakowoż nieprawidłowo. Po 23-ch latach fasada została silnie przez wpływy atmosferyczne nadwątlona. Remont tejże winien był zatem dawno nastąpić i to właśnie w interesie bezpieczeństwa publicznego. W takich wypadkach właścicielowi domu trudno przypisać znawstwo, a szczególnie w wypadku, w którym figura dekoracyjna u szczytu przy głównym gzymsie została przez wpływy atmosferyczne t.j. Przez wodę i mróz, czyli lód, od muru odczepiona, skutkiem czego obaliła się na dach, rozbijając się w bryły, a bryły te spadły z 4-piętrowej wysokości na chodnik, zabijając ludzi."

Kilka następnych akapitów pominiemy, bowiem nic one nie wnoszą do naszej sprawy. Bardziej interesujące, wręcz kluczowe, jest za to zakończenie:

W ciągu dnia wczorajszego usunięto pozostałości rwącego się gzymsu na szczycie domu nr. 27 przy ul. Gdańskiej, przed którym wydarzył się straszny wypadek. Miejskie władze budowlane w związku z tragicznym wypadkiem oberwania się ściany wraz z figurą przy ul. Gdańskiej przystąpiły do akcji usunięcia z wszelkich budowli niepotrzebnych gzymsów i figur. W dniu wczorajszym straż pożarna usunęła różne figury z gmachu Teatru Miejskiego i Archiwum Państwowego przy ulicy Dworcowej. Akcja przybierze prawdopodobnie większe rozmiary."

Pogrzeb ofiar odbył się na koszt miasta w niedzielę, 21 stycznia 1934 roku. Kondukt żałobny wyruszył z kostnicy Szpitala Wojskowego przy ulicy Jagiellońskiej na Nowy Cmentarz Farny o godzinie 14:30. Prezydent Barciszewski zaapelował o udział w uroczystościach członków Korporacyj Miejskich."

Skoro jesteśmy już przy pogrzebie, warto wspomnieć jak wyglądał. Jak donosił Kurier Bydgoski - "nieprzeliczone tłumy" zapełniły ulice Jagiellońską oraz Trzeciego Maja już na pół godziny przed rozpoczęciem uroczystości; kondukt żałobny, prowadzony przez księdza kanonika Schulza w asyście księdza Mnichowskiego. Kondukt otwierała dwoma wieńcami żałobnymi młodzież ze szkoły na Jachcicach, w której Jan Kranz był od kilku miesięcy nauczycielem. Tuż za nimi szło grono nauczycielskie oraz straż pożarna z wieńcami ofiarowanymi przez miasto. W pierwszym karawanie niesiono ciało Ireny Mądrowskiej, za którym podążała jej najbliższa rodzina. Za trumną z ciałem Jana szła matka z dwoma ubranymi w mundury wojskowe synami. W dalszych szeregach pozostali członkowie rodziny, Rada Miasta, prezydent Barciszewski oraz tłumy bydgoszczan. 

Zatrzymajmy się na chwilę przy nazwisku wspomnianego księdza Schulza - urodzony w 1884 roku kapłan brał udział w Powstaniu Wielkopolskim (nie walczył; pełnił posługę duszpasterską), a pod koniec 1931 roku otrzymał funkcję proboszcza w parafii pw. św. Marcina i Mikołaja. Po wkroczeniu Wehrmachtu odmówił prawa do ewakuacji i brał czynny udział w działalności Straży Obywatelskiej oraz próbach wynegocjowania humanitarnego traktowania członków tej organizacji przez niemieckiego okupanta. Aresztowany siódmego września, po nieludzkich przesłuchaniach i torturach, zesłany został do obozu koncentracyjnego Dachau (21 września), skąd po pięciu dniach został przeniesiony do Buchenwaldu, gdzie zmarł 31 marca 1940 (lub 17 kwietnia) roku w karnym bunkrze (z głodu bądź uduszone), do którego trafił za wymianę pozdrowień kapłańskich podczas świąt Wielkiejnocy. Podczas pobytu w obozie koncentracyjnym był traktowany w szczególnie okrutny sposób, bowiem był postrzegany przez SS-manów jako osoba współwinna "mordom na Niemcach" - mimo to nie załamał się próbując pocieszać więźniów podczas całego swojego pobytu w obozie. Wiemy o tym z relacji księdza Dymarskiego, współwięźnia. Również jego brat, Władysław, nie przetrwał niemieckiej pożogi - zginął w 1939. Ich los podzielili pozostali dwaj bracia, Kazimierz oraz Bronisław. Z jego rodziny wywodził się też znany żołnierz Armii Krajowej, Aleksander Schulz. 

Nie udało mi się ustalić czy Jan Ostrowski został w jakikolwiek sposób pociągnięty do odpowiedzialności. Z fabryką A. Behring, której Jan był współwłaścicielem, wiąże się jednak kolejna tragiczna historia, o której warto przy okazji wspomnieć. Firma utraciła płynność finansową i ogłosiła bankructwo na początku 1932 roku. Krótko po tym, w nocy z 11 na 12 stycznia tego samego roku, samobójstwo strzałem z rewolweru w skroń popełnił Jan Behring – wspólnik Ostrowskiego. To był ogromny cios dla jego żony, która tuż po powrocie z pogrzebu zażyła znaczne ilości weronalu (dawniej stosowany lek nasenny). Przetransportowana została w stanie "beznadziejnym" do szpitala, gdzie następnego dnia zmarła. W liście pożegnalnym napisała, że bezpośrednią przyczyną targnięcia się na życie była śmierć męża i prosi o zaopiekowanie się ich dzieckiem.

W artykule Kuriera Bydgoskiego powiedziane było o "usunięciu figur z gmachu Teatru Miejskiego". Nie jestem pewien o które konkretnie rzeźby chodziło; te na fasadzie na wysokości drugiej kondygnacji nie widnieją już na zdjęciach z 1927 roku, więc niemożliwym jest by zostały usunięte w 1934 roku; były to rzeźby Goethego i Schillera.


1927 rok

Da się jednak zauważyć, porównując zdjęcia Teatru, że w pewnym momencie zniknęły z jego południowej ściany tympanony. 



Kamienica Meinhardta została przebudowana w latach '40, a także tuż przed przyjazdem Edwarda Gierka w 1974 roku - wtedy usunięto z fasady pozostałe odstające elementy. Figury i dekoracje powróciły dopiero w 2003 roku. 

Na naprędkiej "nagonce" na wystające elementy kamienic ucierpiała także tzw. "kamienica Savoya", która utraciła wtedy swoje wazy:



Niestety nie udało mi się znaleźć żadnych zdjęć budynku Archiwum sprzed wspomnianą w prasie akcją usuwania "potencjalnie niebezpiecznych" elementów. 


W okresie PRL

Jak kamienica Meinhardta wygląda dzisiaj, po renowacji - nie będę wstawiał zdjęcia. Zachęcam do zobaczenia na własne oczy. A jeśli ktoś będzie miał okazję być w środku – do skorzystania z pięknej, zabytkowej windy.

Źródła:
Kurier Bydgoski, 20.01.1934,
Kurier Bydgoski, 21.01.1934
Kurier Bydgoski, 23.01.1934
Kalendarz Bydgoski 1991
Kalendarz Bydgoski 1997
Dodatek do Orędownika Ostrowskiego i Odolanowskiego, 1932.01.08

Źródła zdjęć:
fotopolska.eu
Kalendarz Bydgoski 1997


Bądź na bieżąco dzięki facebookowi

wtorek, 4 listopada 2014

sobota, 18 października 2014

Północna pierzeja Starego Rynku


Dobiega końca realizacja nowej zabudowy ulicy Mostowej będącej zarazem fragmentem północnej pierzei Starego Rynku.

Przypomnijmy - kamienice zostały wyburzone w latach '40 przez niemieckiego okupanta celem poszerzenia ulicy Mostowej; w 1967 wybudowano tam lokal gastronomiczny Kaskada, z którym pożegnaliśmy się na przełomie 2011 i 2012 roku. Dziś powstają tam nowe budynki, które architekturą nawiązują do kamienic wyburzonych podczas wojny. 

Tu możemy dokładnie ocenić położenie Starego Fryca, minimalnie przesuniętego na Zachód w stosunku do wylotu ulicy Mostowej; pięknie widać jej zakrzywienie:


Bywało tłoczno:


Na stronie fotopolska znalazła się rycina z końca XIX wieku, na której możemy dojrzeć jeszcze wcześniejszą historię tej okolicy - po prawej stronie widoczna kamienica będąca poprzedniczką zburzonych później budynków.




Bądź na bieżąco dzięki facebookowi

wtorek, 16 września 2014

Lotnicze zdjęcia sprzed 80 lat

"Tak jak Warszawa, tak i nasze miasto 80 lat temu sfotografowano i sporządzono dokumentację

Unikalne fotografie, wykonane z pokładu samolotu w latach 30. ubiegłego stulecia, są niezwykle cennym dokumentem dziejów Bydgoszczy.

Zdjęcia znajdują się obecnie w Archiwum Państwowym w Bydgoszczy i są analizowane.

(...)


Jedenaście fotografii obejmuje cały obszar przedwojennego Środmieścia Bydgoszczy, a także pas wiodący nad Brdą w kierunku jej ujścia do Wisły i kończy się ujęciem mostu fordońskiego. "




 źródło: Express Bydgoski


Bądź na bieżąco dzięki facebookowi

środa, 4 czerwca 2014

Albrecht Dürer Schule - Uniwersytet Kazimierza Wielkiego, wnętrze

Wnętrze dzisiejszego budynku Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w latach '40

Czy ktoś jest w stanie rozszyfrować cały napis? Doczytałem się:

"Das Schicksal gibt an die; Die sowie an entfallen, Gibt .... .... leider hier Dem ist das Gestalten, .... .... nummer das .... ... lebesmal neu, In einem unternehmen Reich ... uns nur: Bleib dir"

Co można zrozumieć jako motywację dla uczniów wpisującą się w profil szkoły. Niestety do pełnego zrozumienia tego tekstu konieczne jest odszyfrowanie pozostałych wyrazów.




Zbudowany jako Albrecht Dürer Schule pod koniec lat '30 XX wieku. Była to ośmioletnia szkoła średnia o profilu matematyczno-przyrodniczym, z osobnymi klasami dla dziewcząt i chłopców, przy czym klasy żeńskie miały profile specjalistyczne np. gospodarstwa domowego, który obejmował zajęcia z pracy w ogrodzie, higieny, opieki nad rodziną i higieny. Mogli się w niej kształcić wyłącznie Niemcy. 

Ze szkołą na Chodkiewicza wiąże się plotka, jakoby budynku miały się tam kiedyś układać w kształt swastyki - jest to kompletną bzdurą.

Nie mieściła się tam też siedziba Gestapo, które ulokowało się przy Poniatowskiego 5.

źr zdj: fotopolska.eu
Bądź na bieżąco dzięki facebookowi

Stary Rynek 20

Secesyjna kamienica wybudowana w 1911 roku, znajdująca przy Starym Rynku 20. Koniec lat '30. Podwójne "S" widziane na wysokości pierwszego piętra to inicjały właścicieli mieszczącego się w budynku domu handlowego - Siuchnińskiego i Stobieckiego. Pod kamienicą znajdował się postój dorożek samochodowych. 










źródło zdjęcia: lumix26/ssc

Bądź na bieżąco dzięki facebookowi

czwartek, 24 kwietnia 2014

O "krwawej dłoni" w prasie zachodniej

W wydawanym w Australii półtygodniku The Singleton Argus pojawił się 23 lutego 1940 krótki artykuł o krwawym śladzie dłoni w Bydgoszczy.

Tłumaczenie artykułu: 

"Polscy uchodźcy przybywający w ostatnich miesiącach do Węgier przynieśli ze sobą nieprawdopodobną historię.

Podczas gdy nazistowski pluton egzekucyjny rozstrzeliwał setki Polaków w Bydgoszczy, młody ksiądz wyszedł z kościoła farnego by - według relacji - udzielić umierającym sakramentu namaszczenia. Gdy ukląkł z olejem na dłoni, naziści rozkazali mu się oddalić. Ksiądz zignorował polecenie, po czym został zastrzelony przez niemieckiego podoficera. Tracąc przytomność, oparł się dłonią o ścianę muzeum, pod którą rozstrzeliwana była ludność. Nieco później ślad jego dłoni stał się widoczny.

Wieść o cudzie rozeszła się wśród polskich katolików z błyskawiczną prędkością. Naziści próbowali zamalować ślad dłoni, ten jednak po krótkim czasie znów stawał się widoczny.

Z okolicznych miast i wsi przybywało tak wielu pielgrzymów, że naziści zdecydowali się ogrodzić teren rynku i umieścili pod muzeum uzbrojonego strażnika by zapobiec zbliżaniu się do niego kogokolwiek."



Dziękujemy autorowi bloga Fordon-Historyczna Kopalnia za podzielenie się z nami linkiem do tej wzmianki pod artykułem o śladzie dłoni.



Bądź na bieżąco dzięki facebookowi

Budowa Hali Targowej

Budowa hali targowej (lata 1904-1906). 

Od 1787 roku stała w tym miejscu fara ewangelicka - jej następcą stał się nowy, okazalszy kościół (dzisiaj katolicki pod wezwaniem Andrzeja Boboli). 

pierwsza fara ewangelicka

Dzięki budowie hali targowej Bydgoszcz stała na bardzo wysokim standardzie higienicznym sprzedaży mięsa - do tej prowadzono je na świeżym powietrzu, między innymi na Rybim Rynku (ryby) oraz ulicy Jatki (stąd wzięła się nazwa ulicy). Oprócz mięsa i ryb można było w nowej hali dostać nawet homary czy ostrygi.

Wybudowana została siłami miejscowych robotników i rzemieślników.

W okresie międzywojennym hala była zarządzana przez Rzeźnię Miejską i stanowiła główny punkt sprzedaży detalicznej jej produktów.

Tabliczka widoczna w lewym dolnym rogu poniższego zdjęcia mówi: "zakaz wstępu na teren budowy"



źródło zdjęcia: forum ssc/Lumix26

Bądź na bieżąco dzięki facebookowi

środa, 23 kwietnia 2014

Ostrzeżenie

W 1922 roku pewnemu panu z Gniezna zaginęła żona. Przejęty jej losem począł umieszczać w bydgoskiej prasie ogłoszenia.


 "Ostrzegam wszystkich, ażeby żonie mojej Marjannie Grochowskiej z domu Głyżewskiej, która dom mój opuściła bez wszelkiego powodu chcąc używać swobody w Bydgoszczy, żadnego kredytu nie udzielano ponieważ za jej długi nie odpowiadam"



Bądź na bieżąco dzięki facebookowi

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Tabaka - aktualizacja

Zaktualizowałem artykuł o fabryce Woythalera usuwając z niego parę rzeczy i poprawiając kilka innych. Jednocześnie jestem w trakcie pisania artykułu o trzech innych fabrykach tabaki w Bydgoszczy, mam nadzieję że mimo mniejszej jego objętości z powodu bardzo nielicznych źródeł, zostanie uznany za interesujący. Drzewiej Bydgoszcz przemysłem stała - a jedną z jego gałęzi, czy wręcz konarem, w naszym mieście był przemysł tytoniowy. Warto o tym pamiętać. 


Bądź na bieżąco dzięki facebookowi

sobota, 19 kwietnia 2014

668 lat Bydgoszczy

668 lat temu król Kazimierz III Wielki podczas wielkanocnego pobytu w rodzinnych stronach nadał Bydgoszczy prawa miejskie. 

Miasto miało być przeciwwagą dla okolicznych miast krzyżackich, ważną twierdzą oraz przejąć część zadań zniszczonego w 1330 roku Wyszogrodu. 

Ciekawostką jest, że nasze miasto wedle aktu lokacyjnego powinno się nazywać Kunigesburg (średniodolnoniemieckie Königsberg - Królewiec, Miasto Króla). Nazwa się nie przyjęła a miejscowość nazywano od zamku - Bydgoszcz i tak mówimy do dziś.

"Przeto my, Kazimierz z Bożej Łaski król Polski i pan dziedziczny ziem krakowskiej, sandomierskiej, sieradzkiej, łęczyckiej, kujawskiej i pomorskiej, podając do wiecznej pamięci, zawiadamiamy wszystkich i każdego z osobna, tak teraz żyjących jak i w przyszłości, którzy treść niniejszego pisma będą czytać, że, ponieważ powinniśmy z urzędu królewskiego nam danego przez Boga pomnażać coraz bardziej pożytki naszego królestwa, by stąd dochód teraźniejszy i przyszły wzrastał dla nas i dla naszych następców, biorąc nadto pod uwagę stałą i niezwykłą mądrość przezornych mężów Jana zwanego Kiesselhuth i Konrada, jego towarzysza, im obu i każdemu z nich oddzielnie, nadaliśmy, dajemy i udzielamy na podstawie dojrzałej rady naszych baronów pewną równinę u stóp grodu powszechnie zwanego Bidgoszczą, niezajętą i opuszczoną, dla założenia lub zasadzenia tam miasteczka lub miasta, posiadającego i przestrzegającego prawa niemieckiego magdeburskiego, które to miasto winno nazywać się Kunigesburg."



Na zdjęciu - sztych Dahlberga z 1657 roku

Bądź na bieżąco dzięki facebookowi

środa, 2 kwietnia 2014

Zimowe lodowisko

Zdaje się, że wiosna już w pełni - Słońce już całkiem śmiało sobie poczyna, a przyroda budzi się do życia. Z tej okazji ostatni lodowaty powiew tej zimy.



Lodowisko na zamarzniętej rzece - po prawej spichrza, na miejscu których dziś stoi Opera Nova. Jeżdżenie na łyżwach po skutej lodem Brdzie było kiedyś bardzo powszechnym i popularnym zajęciem Bydgoszczan podczas zimy.


zdjęcie wrzucił Alcatraz na forum SSC

Bądź na bieżąco dzięki facebookowi

sobota, 29 marca 2014

Cmentarzysko na terenie szpitala

Gdy szpital na ulicy Gdańskiej przestał już wystarczać potrzebom miasta (70 łóżek na sto tysięcy mieszkańców) podjęto decyzję o budowie nowego, większego Szpitala Miejskiego. Kamień węgielny pod jego budowę położono w lipcu 1928 roku - nie spodziewano się wtedy niespodzianki, jaka spoczywa na tamtym terenie.

Szpital Jurasza - tu jako Staemmler Krankenhaus, lazaret dla niemieckich żołnierzy; rok 1940; fotopolska.eu


Odkryto bowiem cmentarzysko z okresu kultury łużyckiej datowane na 800 - 600 lat przed naszą erą. Znaleziono groby kamienne, urny, narzędzia z żelaza i brązu. 

Prace archeologiczne prowadził dr Zygmunt Zakrzewski z Poznania (1867-1951) - zwany pierwszym konserwatorem zabytków odrodzonej Polski, był także chemikiem i specjalistą w dziedzinie numizmatyki. 



 Do czerwca 1930 roku odkryto 23 groby a w wyniku trwających prawie trzy lata prac wykopaliskowych udało się wyeksponować kilkaset grobów ciałopalnych ludności należącej do kultury łużyckiej. Ciała zmarłych palone były na stosie, co miało uwolnić duszę z więzienia jakim było ciało - do dzisiaj w iara w oczyszczającą , uwalniającą moc ognia przetrwała w niektórych religiach świata. 

Prowadzący badania doktor Zakrzewski uznał "rozkopalinę bydgoską za poważny dorobek w dziedzinie archeologii polskiej". 

Innym miejscem w Bydgoszczy, którego historia sięga tysięcy lat wstecz, jest Zamczysko. Wykopaliska pod dzisiejszym szpitalem uniwersyteckim im. dra Jurasza nie były jedynym sensacyjnym odkryciem archeologicznym na terenie Bydgoszczy. Grodziska, cmentarze, osady znajdowano na terenie Fordonu, Brdyujścia, Strzelec Dolnych a nawet na skrzyżowaniu Gdańskiej z Jagiellońską. 

Bądź na bieżąco dzięki facebookowi

piątek, 28 marca 2014

Gdańska, łabędź i zagadka

Ulica Gdańska. Widać łabędzia nad Apteką, a historia tej figury jest dość ciekawa - pojawił się nad wejściem w tym samym czasie co sama apteka - w 1853 roku. Wisiała tam przez ponad 100 lat, stając się charakterystycznym elementem ulicy Gdańskiej. Przetrwał obie wojny światowe by w 1959 roku zostać wywiezionym do Krakowa przez dyrektora tamtejszego muzeum. Nikt nie znał losów posągu aż do czasu, gdy kilka lat temu pracownikom apteki udało się go odnaleźć. Łabędź ostatecznie wrócił do Bydgoszczy, ale dziś nad wejściem do Apteki wisi jego kopia - oryginał umieszczono w Muzeum Farmacji.



Zdjęcie wykonano między 1902 a 1912 rokiem (w 1901 klaryski dostały hełm wieży, w 1902 zbudowano kamienicę Maxa Zweinigera - tę z altanką - a w 1912 zbudowano kamienicę "Savoya"). Zastanawia mnie co się znajduje przy Szpitalu Miejskim (dzisiaj siedziba Muzeum Okręgowego). 

Czy wie ktoś z Was co to za kolumny, skąd się wzięły i kiedy zniknęły?

/zdjęcie z forum ssc
Bądź na bieżąco dzięki facebookowi

poniedziałek, 24 marca 2014

Browar w Myślęcinku - film i zdjęcia

Niedawno pisaliśmy o starym browarze w Myślęcinku


Pod postem na naszej stronie na facebooku Pan Maciej zamieścił film z browaru nagrany dronem - zachęcamy do zapoznania się z nim i zobaczenia w jakim opłakanym stanie są dziś budynki. Film do obejrzenia tutaj.

zabudowania browaru w 1889 roku


 Na blogu Opuszczone.Bydgoszcz można zobaczyć jak zabudowania wyglądają dzisiaj i jak niszczeją na przestrzeni lat.


 /zdjęcie z kujavia.pl 

Bądź na bieżąco dzięki facebookowi

piątek, 21 marca 2014

Browar Myślęcinek

Za górami, za lasami... a właściwie za jednym lasem - Lasem Gdańskim - i tuż przed górą Myślęcińską, pośród zarośli i drzew spoczywa świadectwo dawnej prężności gospodarczej Bydgoszczy i okolic - ruiny myślęcińskiego browaru.


środa, 19 marca 2014

Bloki w miejsce kamienic

Od razu zaznaczam - to nie Bydgoszcz. To miasto, które zostało prawie całkowicie zniszczone w 1945 roku. Cegły, które przetrwały, pojechały "budować stolicę". Nie zdecydowano się na odbudowę historycznej zabudowy - poza jednym wyjątkiem. Ten wyjątek wpisany jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO i jest jednym z najchętniej odwiedzanych przez turystów miejsc w Polsce.

Reklama z 1938 roku

Tak się reklamowano w Kurierze Bydgoskim w 1938 roku. Pełna kultura i nienachalność. Chciałoby się, by takie zwyczaje wróciły. ;)




Bądź na bieżąco dzięki facebookowi

niedziela, 16 marca 2014

Fotomontaże

Kolejny przykład niemieckiego fotomontażu. W trosce o nadanie Bydgoszczy "wielkomiejskości" - wszak zdjęcie miało pójść na pocztówkę, a ta miała iść w świat - zdecydowano się dorobić poprzedniczce Savoya dwa piętra.

Stary Rynek 1895 - tramwaj konny

Stary Rynek 1895 - przed elektryfikacją tramwajów w roku następnym, wagony z pasażerami musiały ciągnąć konie. Tramwaje konne kursowały w Bydgoszczy od 1888 roku, a dwie ich linie przebiegały właśnie przez Stary Rynek - wtedy Friedrichsplatz.

sobota, 15 marca 2014

Aleja Mickiewicza

Aleja Mickiewicza, która słynęła z drzew związanych girlandami. Piękny przykład współgrania przyrody i zabudowań w dawnej Bydgoszczy.


Zeppeliny nad Bydgoszczą

Sto lat temu popularnością cieszyły się pocztówki przedstawiające przeloty sterowców nad miastami. Nie każde miasto mogło się jednak poszczycić widokiem potężnego statku nad swoimi zabudowaniami, dlatego fotografowie uciekali się do.. dorabiania tego, czego ich zdaniem brakowało.

piątek, 14 marca 2014

Niziny - ulica snów i marzeń

"Od strony ulicy Glinki w Bydgoszczy drogę na Niziny wskazuje ogromny, rozłożysty, dwupienny orzech włoski. Stoi tuż nad strumykiem. Ulica Niziny, jak sama nazwa wskazuje - dolinką przedziera się przez Wzg6rze Wolności, przez Wyżyny, małymi domkami rozkłada się pod szerokim, dwupasmowym wiaduktem, wychodząc swą polną drogą prosto na ulicę Ujejskiego. Niedługi będzie żywot ulicy Niziny. Wyrok zapadł. 

Przeprawa promowa w Bydgoszczy

Dzisiaj w Bydgoszczy znajduje się kilkadziesiąt mostów, więc przejście na drugą stronę Brdy nie stanowi już żadnego problemu. Nie zawsze tak było.

środa, 12 marca 2014

Dolina Miłości w Rynkowie

Niejednokrotnie pisaliśmy, że wiele lat temu Rynkowo było ulubionym miejscem Bydgoszczan na spacery - można powiedzieć, że spełniało rolę ówczesnego Myślęcinka.


wtorek, 25 lutego 2014

Armata na Placu Wolności

Za Niemców stał tu Kajzer na koniu, za Rosjan - Pomnik Wdzięczności.

Vierjahresplan Ausstelung - Wystawa Planu Czteroletniego

Plan Czteroletni realizowany był w Niemczech w latach 1936-1940. Jego głównymi założeniami były redukcja bezrobocia, rozwój przemysłu, budowa autostrad. Wszystko miało służyć jednemu celowi - przygotowanie w ciągu czterech lat niemieckiej armii i gospodarki do planowanej wojny. Propagandyści niemieccy wpadli na pomysł zorganizowania wystawy przedstawiającym cele i osiągnięcia Vierjahresplan. Wystawa była mobilna i transportowana w specjalnych "pociągach drogowych".

wtorek, 18 lutego 2014

Październik 1939

Październik 1939. Zdjęcie podpisane po niemiecku jako "Okolice wyzwolonej Bydgoszczy. Wszędzie naprawiane są drogi zaniedbane przez Polaków."


niedziela, 26 stycznia 2014

Wspomnienia ze stycznia 1945

Rok temu podjąłem próbę zbudowania drzewa genealogicznego swojej rodziny - od tego czasu udało mi się osiągnąć całkiem spory postęp. Na przykład, udało mi się odnaleźć kuzyna mojego dziadka, dzisiaj będącego na emigracji, a mieszkającego kiedyś w Bydgoszczy. Podzielił się ze mną kilkoma wspomnieniami z okresu swojego dzieciństwa - w tym relacją ze stycznia 1945 roku, kiedy Armia Czerwona wkroczyła do Bydgoszczy, czego był świadkiem. Zachęcam do przeczytania.

piątek, 3 stycznia 2014

Tablica upamiętniająca Wieżę Bismarcka - odpowiedź RM

BSMZ Bunkier - Bydgoskie Stowarzyszenie Miłośników Zabytków  podjęło starania o postawienie tablicy informacyjnej w miejscu, gdzie dawniej stała Wieża Bismarcka (późniejsza Wieża Wolności)

W odpowiedzi na prośbę, p. Roman Jasiakiewicz nazwał pomysł "skandalicznym", "przykładem zatracenia instynktu samozachowawczego", "brakiem szacunku". 

Stowarzyszenie Bunkier odpowiada: 

"Pragniemy odnieść się do treści pisma przesłanego w dniu 2 stycznia 2014 roku przez Przewodniczącego Rady Miasta Pana Romana Jasiakiewicza. Jesteśmy niezmiernie zdziwieni, że Pan Jasiakiewicz tak bardzo emocjonalnie podchodzi do tematu i problemu, który sam kreuje w sobie tylko znanym celu.Intencją Stowarzyszenia nie było i nie jest upamiętnienie Bismarcka, tylko wskazanie historii konkretnego miejsca, czego potwierdzeniem jest tekst zamieszczony na tablicy, który przesyłamy w załączeniu.Pytamy, w jaki sposób słowa: "Prowadzona przez niego polityka Kulturkampf w odniesieniu do dawnych ziem polskich wiązała się z intensywną germanizacją tych terenów oraz walką ze wszelkimi przejawami polskości."Pan Przewodniczący nie raczył nawet wspomnieć, że tekst tablicy opisuje nie tylko pruską historię wieży ale także jej blisko 8 letnią historię jako polskiej Wieży Wolności poświęconej przez biskupa Tadeusza Malczewskiego.Na tablicy przedstawiamy wyłącznie suche fakty dotyczące miejsca, w którym stała wieża. Tym bardziej nie rozumiemy emocjonalnych zarzutów, w których przypisuje nam się „zatracenie instynktu samozachowawczego”, „lekceważenie ofiar pruskich i niemieckich mordów na społeczności polskiej”, „brak szacunku dla historii uciemiężonego Miasta”. Przy okazji cieszymy się niezmiernie, że ktoś w UM w końcu się obudził i zauważył, że Miasto nie robi kompletnie nic dla upamiętnienia pamięci ofiar września 1939 roku i dywersji 3 i 4 września".

Proponowaną tablicę oraz pełną odpowiedź p. Jasiakiewicza można przeczytać na forum Bunkra: 




Bądź na bieżąco dzięki facebookowi